ďťż

Najgroźniejsi wrogowie, z którymi musimy walczyć są w nas...



A gdyby ktoś wymazał z twojej pamięci dziesięć najważniejszych lat życia?
Alice Love, radosna i żywiołowa dwudziestodziewięciolatka, ma wszystko, o czym zawsze marzyła – własny dom, kochającego męża Nicka i dziecko w drodze. Wszystko zmienia się, gdy odzyskuje przytomność po wypadku na siłowni. Dowiaduje się, że ma 39 lat, jest matką trójki dzieci i właśnie rozwodzi się z Nickiem. Jest zdezorientowana i przerażona – nie potrafi sobie przypomnieć ostatnich dziesięciu lat swojego życia. Co więcej, Alice nie lubi nowej siebie – płytkiej materialistki.
Czy zdoła odzyskać utracone wspomnienia i uratować małżeństwo? Czy odkryje kim jest tajemnicza Gina, o której wszyscy boją się wspomnieć?

W sprzedaży od: 19 maja
Cena: 35zł
Stron: 416
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka


Co prawda już to było. I to niejednokrotnie, ale jak gdzieś dorwę to przeczytam. tutajpoczkategori
Opis wydaje się ciekawy, chętnie przeczytam, jak znajdę w bibliotece. I okładka mi się podoba.
Koleżanka dodała ją jakis czas temu na LC ,ze chce przeczytać i obczaiłam....i ja zdecydowanie też chcę przeczytać tutajpoczkategori


Mimo że czytałam już książkę o podobnej fabule - "Pamiętasz mnie?", to i po tę chętnie sięgnę
Lubię takie książki
Zdecydowanie przeczytam tutajpoczkategori
Opis mnie zaciekawił, może przeczytam
Jeszcze nie czytałam takiej książki więc może być ciekawe. Jeśli będzie w bibliotece to napewno przeczytam tutajpoczkategori
„A gdyby tak... wyrzucić z pamięci ostatnie 10 lat swojego życia? ”

Motyw powtarzającego się ciągle dnia lub wymazania z pamięci części życiorysu dość często powtarza się w powieściach. Ja jednak nie miałam dotąd czynienia z tego typu książkami. „Kilka dni z życia Alice” autorstwa Liane Moriarty było dla mnie nowym doznaniem biorąc pod uwagę to, że aktualnie mam do czynienia głównie z romansami lub paranormalami. Szata graficzna ślicznie się prezentuje i przykuwa wzrok, dlatego z jeszcze większym zapałem przystąpiłam do lektury.

Alice Mary Love przewraca się w siłowni mocno uderzając głową w ziemię. Po dziesięciu minutach budzi się z wielkim guzem będąc w przekonaniu, że jest 1998 rok. Na dodatek ma pewność iż jest dwudziestodziewięcioletnią żoną Nicka spodziewającą się pierwszego dziecka. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego przebywa w siłowni i ma na sobie okropne ciuchy z dinozaurami. Zostaje przewieziona do szpitala, w którym odwiedza ją starsza siostra, Elisabeth, która próbuje przetłumaczyć Alice, jak wygląda jej teraźniejsze życie. Okazuje się, że dziewczyna wcale nie jest w ciąży, a na dodatek ma bliznę po cesarskim cięciu. Dlaczego nie pamięta, że ma trójkę dzieci?Dlaczego rozwodzi się z Nickiem? Jak doszło do tego, że ojciec Nicka jest mężem mamy Alice? Co spowodowało pogorszenie relacji z siostrą? Tego właśnie dnia, pierwszego maja 2008 roku, Alice poprzez upadek wyrzuciła z umysłu dziesięć lat swojego życia. Z nowej perspektywy okrywa, jak bardzo przez ten zapomniany okres zmieniła się ona sama i jej świat.

Autorka posłużyła się narracją trzecioosobową skupiającą się zarówno na Alice, jak i na Elisabeth. Opowiada nie tylko o rozterkach Alice, ale i przedstawia wpisy blogowe oraz wspomnienia jej siostry. Dzięki temu mamy lepszy wgląd w sytuację oraz bardziej poznajemy główną bohaterkę, a także uczucia Elisabeth związane z sytuacją, w jakiej znalazła się Alice. Autorka posłużyła się jeszcze wspomnieniami dawnego lepszego życia dziewczyny przedstawiającymi rozgrzewające serce sceny z udziałem Nicka. Dzięki temu możemy porównać, jak diametralnie zmieniło się życie Alice. Miała kochającego męża i Rodzynka (nazywała tak swoje dziecko) noszonego w brzuchu , a teraz jest tylko snobistyczną czterdziestolatką, która najchętniej spędza czas w siłowni i w ciągu 10 lat straciła szczęście, sens życia.

Zapewne każdy gdyby tylko miał taką okazję, cofnąłby się w czasie, aby naprawić błędy, których skutki odczuwa dopiero teraz. Niestety nie jest to możliwe. Często nie zdajemy sobie sprawy, co wyniknie z podjętych przez nas decyzji. Nie możemy przewidzieć, jak dalej potoczy się nasze życie, jak będzie ono wyglądać za 10 lat. Każdy popełnia błędy i nasze wizje przyszłości mogą zupełnie różnić się od rzeczywistości. Powieść „Kilka dni z życia Alice” dotyka dość trudnego tematu, ale robi to w lekki sposób. Mam wrażenie, że upadek był czymś, co pozytywnie wpłynęło na Alice. Uświadomiła sobie, jakie błędy kiedyś popełniła, a teraz poznawała tego skutki. Nigdy nie jest za późno, aby coś naprawić. Nie wszystko jednak można odnowić i sprawić, aby powróciło do poprzedniego stanu. Po prostu takie jest życie. Każdy się zmienia, ale nie dopuśćmy do tego, abyśmy utracili to, co kochamy. Alice zdaje sobie sprawę, że tylko poprzez zmianę może znów zaznać szczęścia, a upadek i utrata pamięci umożliwiła uświadomienie jej, co w życiu wymaga poprawy.

Książka daje do myślenia. Z zaciekawieniem śledziłam losy Alice przy okazji odkrywając drugie dno, które autorka skryła w lekkiej, przyjemnej powieści. Język, którym się posługuje jest łatwo przyswajalny dla Czytelnika i niekiedy pełen humoru i ironii. „Kilka dni z życia Alice” czyta się szybko i przyjemnie. To taka lektura na nudne wieczory. Cieszę się, że po nią sięgnęłam, ponieważ dla mnie osobiście stała się wartościowa i ostrzegła mnie, aby przewidywać konsekwencje, jakie mogą przynieść nieprzemyślane decyzje i czyny. Serdecznie polecam tę powieść. Pozwólcie, że zacytuję jeszcze zdanie, które mi się spodobało.

"Niestety, w życiu obowiązują brutalne zasady: chłopcy decydują, które dziewczynki są ładne; nie ma znaczenia, jak bardzo sami są brzydcy."

Święta prawda!

Moja ocena: 7/10 - odjęłam za to, że czasami wiało nudą
Zachęcająca recenzja i sam opis książki. Jak będę miała szansę to z pewnością przeczytam. tutajpoczkategori
Agnesja, ale fajny cytat dałaś pod koniec
Widziałam ta książkę w mojej bibliotece więc na pewno kiedyś przeczytam. Kojarzy mi się trochę z "Dziś 13, jutro 30", a to był taki fajny film.
Mam już za sobą Jillian Westfield wyszła za mąż, więc sięgnę teraz po Kilka dni z życia Alice tutajpoczkategori
Moja lista do przeczytania jest zdecydowanie za dluga, żebym teraz sięgnęła po te książka. Tym bardziej, że opis mnie nie powalił. Ale kiedyś pewnie i tak przeczytam.
Po tytule od razu skojarzyłam z Nasza Alice z forum opis książki i recenzja Agnesji bardzo ciekawe, mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję ją przeczytać. tutajpoczkategori
Jeśli szukacie czegoś lekkiego i przyjemnego na wakacje to ta powieść jest w sam raz. Czasami może wiało nudą, ale na ogół jest ciekawie
Może się wydawać, ze ponad 400 stron to dużo, ale książka nie wywiera wrażenia grubej. Literki są duże, więc czyta się szybciej
Ostatnio kupiłam dużo książek, więc najwyżej przeczytam jak znajdę w bibliotece. tutajpoczkategori
Nieraz zastanawiałam się nad potęgą czasu i tym, z jaką łatwością się z nami obchodzi. Gdy zechce, pędzi, aż trudno go zauważyć, a czasem dłuży się godzinami - bywa taki beztroski. Ma nad nami władzę - potrafi nas zmieniać. Często zachodziłam w głowę, jak to możliwe, żebym zmieniła się w ciągu roku, dwóch lat, przestała coś lubić, utraciła i zyskała przyjaźnie. Zawsze pozostaje to jedno pytanie: kiedy to się stało?
To samo pytanie zadawałam sobie wraz z główną bohaterką: kiedy przeszła taką trudną do wyobrażenie metamorfozę? Co ją zmieniło i dlaczego? Odpowiedź wydaje się oczywista, na każde pytanie taka sama - czas.

Alice budzi się na podłodze siłowni z wianuszkiem obcych, rozemocjonowanych kobiet i zupełną luką w pamięci od 1998 roku. Ma dwadzieścia dziewięć lat i jest w ciąży z Rodzynkiem, jej pierwszym dzieckiem, ma kochającego męża Nicka i dobre stosunki ze starszą siostrą, dlatego nie przyjmuje do wiadomości, że niedługo kończy czterdzieści lat. To nie jedyna zmiana w jej życiu - ma trójkę dzieci, rozwodzi się z mężem, z siostrą straciła kontakt i jest bogatą, stylową snobką. Co się stało w ciągu tych dziesięciu lat, ile wspomnień utraciła, a przede wszystkim, jak to możliwe, że jej kochany Nick jest wobec niej taki zimny? Alice próbuje pogodzić się z sytuacją, jednak w pamięci wciąż ma czarne plamy, które jak przekonuje jej matka(która ponownie wyszła za mąż!), niedługo znikną. Alice na nowo musi poznać swoje dzieci, siostrę, przyjaciółki, a przede wszystkim - samą siebie.

Podróż przez wspomnienia Alice dosłownie mnie pochłonęła, wraz z nią starałam się dojść prawdy, zrozumieć, ile spraw i emocji jej umknęło. Czytając, stawałam się nią, a tym samym odczuwałam to samo - zagubienie, niepokój, poczucie straty. Miałam wrażenie, że "Kilka dni z życia Alice" to kilka dni mojego życia, tak głęboko utożsamiłam się z bohaterami, zwłaszcza Elisabeth. Autorka wykonała znakomity zabieg w postaci prac domowych, które siostra Alice pisała na zajęcia ze swoim terapeutą. Jej wspomnienia i przemyślenia co rusz mnie wzruszały, podobnie jak ona czułam smutną lub pogodną nostalgię, żal czy gorzką ironię i nie skłamałabym, gdybym przyznała, że z Elisabeth zżyłam się bardziej niż z tytułową bohaterką. Sprawiła to chyba trudniejsza rzeczywistość, w której żyła, jej gorycz, o której Alice nie miała pojęcia. A przynajmniej tak mi się na początku wydawało, jednak Alice też miała za sobą lepsze i gorsze chwile.

W odkrywaniu przeszłości Alice pomagały także blogowe wpisy jej przyszywanej babci, do której poczułam przypływ niewymuszonej sympatii, a nawet podziwu. Czytając o życiu tej siedemdziesięciu kilkuletniej kobiety, zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moje życie, gdy będę w jej wieku. Czy stanę się klasyczną, siwowłosą babcią z naręczem wyszywanych szalików, czy może otwartą i zaangażowaną starszą panią? W czasie czytania nie raz dochodziłam do podobnych refleksji i wahałam się nad stanowczym stwierdzeniem, czy zawsze decydujemy o swoich wyborach.
Alice nie zdawała sobie sprawy, jakiej metamorfozie uległa w ciągu dziesięciu lat i jestem przekonana, że nikt z nas nie potrafi dostrzec tych małych, a stanowczych zmian, którym ulegamy każdego dnia. A co najsmutniejsze, nie zawsze wpływają one na lepsze.

Książka pani Moriarty jest bardzo życiowa, wprost przesiąknięta zwykłymi, codziennymi sytuacjami, ale moim zdaniem właśnie ta szara codzienność nadaje powieści koloru. Mam wrażenie, że połowę bohaterów spotkałam na ulicy, w szkole czy u sąsiada za płotem. Ich osobowości są takie pospolite, powszednie, ale wcale nie wpływa to na minus, a wręcz przeciwnie, sprawia, że mamy wrażenie, jakbyśmy ich znali. Albo osoby bardzo do nich podobne. Dlatego postaciom nie brakuje gorszych dni, złych humorków i przykrych wspomnień, a przez to nie są płaskie i szablonowe, ale żywe, zabiegane, żyjące swoim życiem.
Z prawdziwą przyjemnością czytałam o wspomnieniach o Nicku i początkach ich małżeństwa, każde echo tamtych dni było słodkie, urocze i rozkoszne, tym bardziej dla bohaterki ciosem okazała się rzeczywistość, w której się obudziła. Jak to, mój mąż mnie nie kocha? Utrata pamięci otworzyła Alice oczy na jej zachowanie, zaniedbania i przyzwyczajenia, sprawiła, że zapragnęła się znowu stać się dwudziestodziewięcioletnią kobietą w ciąży, która nie obawia się opuszczenia. I kolejny cios dla niej, ale i każdego z nas - czasu nie da się cofnąć, biegnie, jak chce i dokąd zechce. Z ciekawością rozmyślałam, jak Alice uda się z tym pogodzić i przyznaję, że poradziła sobie naprawdę dobrze.

Napływ powracających wspomnień oszołomił nie tylko Alice, ale również mnie. Dzięki nim wiele spraw się wyjaśniło, lecz wciąż pozostawał wybór, co bohaterka z nimi uczyni i kim się stanie. Jak kończy się "Kilka dni z życia Alice" i do jakich wniosków dochodzi tytułowa bohaterka? Przekonajcie się sami, sięgając po tę książkę. Moim zdaniem naprawdę warto - aby choć przez chwilę powrócić do własnych wspomnień i zastanowić się, czy żyje się, tak kiedyś marzyło.